Można mieć dobrą pracę, rodzinę, plany na przyszłość i poczucie, że wiele rzeczy w życiu się udało. Można jednocześnie czuć, że cały czas jest się trochę spóźnionym. Spóźnionym z odpoczynkiem. Spóźnionym z realizacją własnych planów.
Spóźnionym z czasem dla bliskich.
Spóźnionym nawet z życiem.
W świecie, w którym sukces często pokazuje się jako wynik, liczba, stanowisko albo osiągnięcie, łatwo zapomnieć o jednym pytaniu:
Czy ja w ogóle dobrze się czuję w życiu, które tak intensywnie buduję?
To pytanie nie zawsze jest wygodne. Dlatego wiele osób przez długi czas go sobie nie zadaje.
Człowiek, który cały czas musi być lepszy
Presja nie zawsze przychodzi z zewnątrz.
Czasami nie mówi jej szef, partner, rodzina ani znajomi.
Czasami mówimy ją sami sobie.
„Powinienem zrobić więcej”.
„Muszę się jeszcze rozwinąć”.
„Nie mogę teraz odpuścić”.
„Jak skończę ten projekt, będzie spokojniej”.
„Jeszcze tylko ten jeden cel”.
Problem polega na tym, że ten „jeden cel” bardzo często nigdy nie jest ostatnim.
Dla Marcina Bukowskiego to temat dobrze znany zarówno z własnych doświadczeń sportowych, jak i z pracy z ludźmi.
Jako zawodowy tenisista funkcjonował w środowisku, w którym presja wyniku jest naturalną częścią codzienności. Później, jako trener, obserwował osoby o bardzo różnym poziomie doświadczenia i ambicji.
Zauważał coś, co wykraczało daleko poza sport.
Ludzie chcieli być lepsi.
Ale często nie wiedzieli już, po co właściwie.
Kiedy „muszę” zaczyna zastępować „chcę”
Na początku droga do celu może być ekscytująca.
Nowy projekt. Nowa praca. Własna firma. Lepsza forma. Nauka nowej umiejętności.
Problem pojawia się wtedy, kiedy cel przestaje być wyborem, a staje się obowiązkiem.
Człowiek nadal działa, ale coraz rzadziej zastanawia się, dlaczego.
To właśnie różnica pomiędzy „chcę” a „muszę” może mieć ogromne znaczenie.
„Chcę” daje poczucie sprawczości.
„Muszę” często wiąże się z presją.
Oczywiście nie da się żyć wyłącznie według własnych zachcianek. Są obowiązki, zobowiązania i sytuacje, w których trzeba zrobić coś, czego akurat nie mamy ochoty robić.
Chodzi o coś innego.
O zauważenie, ile elementów naszego życia naprawdę jest naszym wyborem, a ile robimy wyłącznie dlatego, że kiedyś uznaliśmy, że tak powinno wyglądać dorosłe życie.
Projekt Mniej nie powstał z potrzeby robienia mniej za wszelką cenę
Projekt Mniej Marcina Bukowskiego nie jest instrukcją, jak przestać być ambitnym.
To ważne rozróżnienie.
Ambicja sama w sobie nie jest problemem.
Problemem może być sytuacja, w której człowiek nie potrafi już zatrzymać się po osiągnięciu kolejnego celu.
Wtedy nawet sukces nie daje satysfakcji.
Zamiast niego pojawia się szybkie pytanie:
„Co teraz?”
Jeszcze większy wynik.
Jeszcze lepsza praca.
Jeszcze więcej pieniędzy.
Jeszcze jeden projekt.
Jeszcze jeden poziom.
W pewnym momencie można zauważyć, że całe życie zaczęło przypominać serię zadań do wykonania.
A przecież życie nie jest wyłącznie listą celów.
Najtrudniejsza decyzja może brzmieć: wystarczy
Słowo „wystarczy” bywa trudne.
Zwłaszcza dla osób ambitnych.
Bo jeśli powiem „wystarczy”, to czy nie przestanę się rozwijać?
Czy nie osiągnę mniej?
Czy nie zostanę w tyle?
Takie pytania są naturalne.
Jednocześnie warto zauważyć, że istnieje różnica między rozwojem a ciągłym niezadowoleniem z siebie.
Można chcieć się rozwijać i jednocześnie akceptować miejsce, w którym obecnie jesteśmy.
Można mieć cele i jednocześnie pozwolić sobie na odpoczynek.
Można chcieć więcej i nie uważać, że to, co mamy teraz, jest niewystarczające.
To jedna z idei, wokół których zbudowany został Projekt Mniej.
Coaching nie daje kolejnej listy zadań
Wiele porad dotyczących rozwoju osobistego zaczyna się od tworzenia planu.
Lista celów.
Lista nawyków.
Lista rzeczy do poprawy.
Plan na 30 dni.
Plan na 90 dni.
Plan na cały rok.
Dla części osób to bardzo pomocne.
Dla innych może być kolejną warstwą presji.
Coaching indywidualny może wyglądać zupełnie inaczej.
Zamiast natychmiast szukać rozwiązania, można najpierw zatrzymać się przy problemie.
Co tak naprawdę mnie męczy?
Dlaczego tak trudno mi odpocząć?
Które zobowiązania są naprawdę moje?
Czy moje cele nadal są aktualne?
Czy próbuję osiągnąć coś dlatego, że tego chcę, czy dlatego, że oczekuje tego ode mnie otoczenie?
Marcin Bukowski w swojej pracy wykorzystuje coaching jako przestrzeń do takiej refleksji.
Nie po to, żeby powiedzieć drugiej osobie, jak ma żyć.
Raczej po to, żeby pomóc jej lepiej usłyszeć własne odpowiedzi.
Świadome życie nie musi oznaczać idealnego życia
Świadome życie nie polega na tym, że wszystko jest zaplanowane.
Nie oznacza też, że człowiek zawsze podejmuje najlepsze decyzje.
Można się pomylić.
Można zmienić zdanie.
Można mieć gorszy dzień.
Można przez kilka tygodni działać chaotycznie.
Świadomość zaczyna się często dopiero wtedy, kiedy zauważamy, co się z nami dzieje.
„Jestem zmęczony”.
„Nie mam już na to energii”.
„Robię to od dawna, ale nie wiem po co”.
„Potrzebuję zwolnić”.
To nie są oznaki słabości.
To informacje.
A kiedy zaczynamy je zauważać, możemy podejmować bardziej świadome decyzje.
„Miękki Reset”, czyli pozwolenie sobie na chwilę oddechu
Jednym z materiałów powstałych w ramach Projektu Mniej jest „Miękki Reset”.
Sama nazwa dobrze oddaje podejście Marcina.
Reset nie musi być rewolucją.
Nie musi oznaczać całkowitej zmiany życia.
Czasami potrzebujemy po prostu chwili, w której przestajemy dokładać sobie kolejne zadania i zaczynamy zauważać, czego naprawdę potrzebujemy.
Podobną ideę można znaleźć w materiale „To będzie mój rok”, który zamiast skupiać się wyłącznie na kolejnych osiągnięciach, może stać się okazją do zastanowienia się nad tym, jak chcemy przeżyć kolejne miesiące.
Bo planowanie przyszłości nie musi zaczynać się od pytania:
„Co chcę osiągnąć?”
Może zacząć się od:
„Jak chcę się czuć?”
Nie musisz cały czas biec
Być może największą pułapką współczesnego świata jest przekonanie, że zatrzymanie oznacza przegraną.
Że jeśli inni pracują więcej, my też powinniśmy.
Jeśli inni się rozwijają, musimy rozwijać się szybciej.
Jeśli ktoś osiągnął sukces w wieku trzydziestu lat, my również powinniśmy mieć podobny wynik.
Tylko że życie nie jest wyścigiem z cudzym zegarem.
Nie ma jednej właściwej kolejności.
Nie ma jednej definicji sukcesu.
I nie ma obowiązku ciągłego przyspieszania.
Marcin Bukowski i Projekt Mniej przypominają o czymś, co w codziennym pędzie łatwo przeoczyć.
Można być ambitnym i odpoczywać.
Można się rozwijać i zwalniać.
Można mieć cele i jednocześnie nie uzależniać własnej wartości od ich realizacji.
Można chcieć więcej, ale nie gardzić tym, co już się ma.
A czasami można po prostu powiedzieć:
Nie muszę już niczego nikomu udowadniać.
I właśnie wtedy może pojawić się przestrzeń na pytanie, które jest znacznie ważniejsze niż kolejny cel.
Czego właściwie chcę od swojego życia?
Być może odpowiedź nie zmieni wszystkiego od razu.
Ale może sprawić, że kolejny krok będzie naprawdę nasz.
Materiał Partnera
